Tomasz Lis na żywioł

Lisek fot.

Na ulicznym billboardzie: Tomasz Lis na żywo. Na „pasku” w kadrze telewizyjnego serialu „M jak miłość” zapowiedź: za chwilę Tomasz Lis na żywo. Po chwili leci czołówka programu z tytułem: Tomasz Lis na żywo. I wreszcie następuje wejście smoka, żywego Tomasza Lisa, w studyjnej scenografii zdominowanej przesadzistym napisem, a jakżeby inaczej, Tomasz Lis na żywo. Na tym nie koniec. Żywy Tomasz Lis oznajmia na żywo: witam państwa w programie Tomasz Lis na żywo.

I tak tydzień w tydzień doświadczamy autoreklamy żywego Tomasza Lisa prowadzącego program, który ma niewiele wspólnego z misją telewizji publicznej. Dlaczego? Najkrócej rzecz ujmując, Tomasz Lis na żywo jest tubą propagandową spełniającą przede wszystkim oczekiwania jego mocodawców i jednocześnie narzędziem żenującej gry politycznej. Nie będę tego komentarza szczegółowo uzasadniał. Darujmy sobie łopatologię.  Każdy kto ogląda  Tomasza Lisa na żywo, doskonale wie, co mam na myśli. Wystarczy zadać kilka pytań: czy Tomasz Lis na żywo jest programem pluralistycznym, czy Pan prowadzący jest niezależny i obiektywny, czy opozycja ma w tym programie takie same prawa jak rządząca w Polsce koalicja, czy obie strony polskiej sceny politycznej mają równy dostęp do Tomasza Lisa na żywo?

Spójrzmy tylko na ostatni program. Po raz kolejny „dyskutowano” w nim o przyczynach katastrofy smoleńskiej. A kto był zaproszony do studia? Prof. Radosław Markowski, Barbara Nowacka (córka Izabeli Jarugi Nowackiej) i Maciej Lasek. Koniec. W Tomaszu Lisie na żywo była więc tylko jedna drużyna. „Dyskutanci” rozgrywali piłkę między sobą, mając w swojej bramce żywego Tomasza Lisa. Wynik meczu był zatem z góry przesądzony. Ze znachorami i głupcami profesorami (określenia Leszka Millera) nie było przecież sensu grać. A że taka gra nie jest fair, nic to. Wszak Tomasz Lis na żywo jest wiecznie żywy. Jest i tu i tam. Urabia czytelników Newsweeka i telewidzów w TVP. Co zdumiewa, bez konsekwencji, bezboleśnie. Uchodzą szydercze okładki, populizm i tendencyjność w kolorowej gazetce oraz Tomaszu Lisie na żywo, którego tytuł proponowałbym zmienić na Tomasz Lis na żywioł.

Chodzi mi o merytoryczną wartość telewizyjnych programów i styl ich prowadzenia. Zbyt często żywy Tomasz Lis jest martwym prowadzącym. Np. przedstawia gości, puszcza ich na żywioł, a po 15 minutach studyjnego harmideru oznajmia: no dobrze panowie, nie mamy już czasu, dziękuję. Jaskrawym tego przykładem była awantura w studio na temat wojny w Syrii. Dużo krzyku, zero merytoriów i wniosków.

Odnoszę wrażenie, że Tomasz Lis robi swoje telewizyjne show spod palca, tak jakby dopiero po rozpoczęciu programu zapoznawał się z jego tematem i z pytaniami, które ma zadać. Zdumiewająco często jest nieporadny językowo i myślowo. Na przykład w ostatnim programie, powracając po raz kolejny do problemów Kościoła rzymskokatolickiego (notabene zastanawiam się, dlaczego ostatnio tak często interesują one Pana Lisa), przedstawił fragment wywiadu włoskiej dziennikarki z chłopcem molestowanym przez polskiego biskupa. Następnie zadał zaproszonemu do studia dominikaninowi zdumiewające pytanie: jakie nasuwają się panu refleksje po tym, co pan obejrzał?

To jest właśnie Tomasz Lis na żywioł, nieprzygotowany do prowadzenia programu. No bo cóż można odpowiedzieć na takie mądre pytanie? Że dominikanin był pod wrażeniem molestowania chłopca przez duchownego? Albo, że nie dostrzegł w postępowaniu biskupa nic złego?

Na zakończenie programu Tomasz Lis puścił jeszcze zwiastun swojego wywiadu z Lechem Wałęsą. Jak szumnie zapowiedział, ma on być wyemitowany za tydzień. Która to już będzie rozmowa obu panów? Nie zliczę. O czym będą rozmawiać? Łatwo przewidzieć. Wnioski po takiej rozmowie również. Na litość Boską, Panie Tomaszu, niech Pan już da spokój naszemu nobliście i przede wszystkim nam telewidzom.

Jeżeli chce się być redaktorem naczelnym Newsweeka, Tomaszem Lisem na żywo w TVP i jeszcze pisać książki, to trzeba się na coś konkretnie zdecydować, żeby chociaż jedną rzecz robić od początku do końca porządnie.

Piotr Cackowski


Dodaj komentarz