Budowa szkoły w potrzasku lokalnych koterii

Półtora roku temu, w obszernym komentarzu zatytułowanym „W oparach absurdu”, poświęconemu budowie szkoły w Baninie, nie zostawiłem suchej nitki na poprzednim burmistrzu Żukowa Albinie Bychowskim. Dziś unoszę wysoko czoło i mówię: przepraszam. Dlaczego?

Z informacji, które przekazał mi wówczas nowy burmistrz, Jerzy Żurawicz, wynikało, że to co pan Bychowski chciał wybudować za 40 mln zł może powstać, w nieco skromniejszej formie, za 17 milionów. Co więcej, przykład takiej zdecydowanie tańszej inwestycji Jerzy Żurawicz pokazał mi w pobliskim Straszynie (szkołę podstawową, gimnazjum, salę gimnastyczną i boisko sportowe w jednym kompleksie). Zrobiłem tam nawet zdjęcia.

szkoła 4

szkoła 1

W obliczu takich faktów, mając do wyboru budowy za 40 lub 17 mln zł, bez wahania opowiedziałem się za tą drugą, biorąc pod uwagę zwłaszcza wysokie zadłużenie żukowskiej gminy. Przejechałem się więc po poprzednim burmistrzu bardzo ostrym dziennikarskim piórem i stanąłem murem za obecnym pryncypałem. Naprawdę byłem przekonany, co do słuszności mojego postępowania. W końcu 23 mln zł robiło różnicę, olbrzymią różnicę. Teraz mam kłopot, bo wyszło na to, iż obecny burmistrz okłamał mnie, a ja wszystkich tych, którzy przeczytali mój tekst oparty na informacjach żukowskiego pryncypała.

Dziś o inwestycji w Baninie za 17 mln złotych trzeba zapomnieć. Okazało się, że wizytacja Jerzego Żurawicza w Straszynie i powoływanie się na nią jako na dowód, że oto dużo, dużo taniej można zbudować baniński kompleks szkolny okazała się grą pozorów, tworzeniem sztucznych argumentów przeciwko swojemu poprzednikowi. Wiadomo już, że realizowana właśnie budowa w Baninie będzie zdecydowanie droższa. Gorzej, wychodzi na to, że jeżeli powstaną, tak jak to planował Albin Bychowski, szkoła podstawowa, gimnazjum, sala gimnastyczna i boiska, to koszt takiego kompleksu może okazać się jeszcze wyższy od pierwotnego. Żeby nie być gołosłownym. Już wydano około 3,5 miliona (na nowy projekt i boiska) oraz zaakceptowano rozpoczętą w tym roku budowę szkoły podstawowej za prawie 22 miliony. Dodajmy do tego gimnazjum i salę gimnastyczną, a w sumie okaże się, że jakby nie liczyć, nie da się tego wszystkiego zrealizować taniej, niż za ponad 40 milionów złotych.

Po co więc było to całe zamieszanie z odrzuceniem pierwszego projektu? Decyzja o zaniechaniu jego realizacji okazała się bezpodstawna. Co gorsze, spowodowała wymierne straty finansowe i niepotrzebne opóźnienie budowy w Baninie. Gdyby nie zrezygnowano z poprzedniego projektu, podanego praktycznie Jerzemu Żurawiczowi na tacy, z zezwoleniem na budowę włącznie, nie wyrzucono by w błoto ponad 800 tys. złotych wydanych na dokumentację biura projektowego z Krakowa, a premier Donald Tusk otwierałby właśnie cały kompleks szkolny w Baninie,  a nie wmurowywał, jak to ma nastąpić w najbliższy poniedziałek, jedynie kamień węgielny i to tylko pod budowę szkoły podstawowej. Tak na marginesie wygląda na to, że doradcy szefa rządu nie odrobili lekcji, bo gdyby zainteresowali się kulisami tej inwestycji, to pan premier zapewne nie narażałby swojego wizerunku na udział w poniedziałkowej uroczystości. Sytuacja jest bowiem dość kuriozalna. Z jednej strony burmistrz dziękuje panu premierowi, na antenie gdańskiej TV, za dwa miliony dotacji, a z drugiej prawie połowę tej kwoty wrzuca lekką rączką do kosza. Niezwykła to gospodarność żukowskiego włodarza.

W poniedziałek będą w Baninie media, wspólne fotki, uściski dłoni, podziękowania, gratulacje. Taka „rzeczywistość” pójdzie w Polskę. A przecież ma ona drugie dno, w obliczu którego trudno jest silić się na dziękczynienia i gratulacje. I jeszcze jedno. Jak długo lokalne koterie i osobiste animozje będą miały wpływ na realizację gminnych inwestycji? Może nie mam racji, ale dziś odnoszę wrażenie, że pierwszy projekt budowy kompleksu szkolnego w Baninie został odrzucony nie dlatego, że był zły, czy za drogi (skoro nowy nie będzie tańszy), ale tylko dlatego, że został on opracowany za rządów poprzednich władz samorządowych. Chciałbym się mylić. Na pewno jednak nie mylę się twierdząc, że zmarnotrawione zostały nasze, podatników pieniądze. Powtórzę, najpierw decyzją Jerzego Żurawicza wyrzucono do kosza dokumentację projektową, która kosztowała ponad 800 tys. zł (zaakceptowaną właśnie przez poprzedniego burmistrza), a następnie obecny włodarz zapłacił kolejne prawie 400 tys. zł, żeby kupić nowy projekt. Czyli w sumie na dokumentacje projektowe wydano aż 1,2 mln zł.

Odnośnie takiej „gospodarności” chciałbym poznać opinię właściwych instytucji kontrolnych i prawnych. Czy można, bez merytorycznego uzasadnienia i konsekwencji, tak beztrosko marnować, tak duże, społeczne pieniądze? Przy czym, panie i panowie radni, to nie jest tak, że was przy tym nie było.

Piotr Cackowski

 

KOTERIA – grupa ludzi i środowisk powiązanych ze sobą wspólnymi interesami, popierających i broniących się wzajemnie, których celem jest trwanie na różnych poziomach i wymiarach władzy.

CECHY KOTERII:

– ukierunkowanie na własne, egoistyczne cele, często wbrew interesowi ogółu  

  społeczeństwa

– wywieranie pozaprawnego wpływu na działanie struktur publicznych

– nadużywanie stanowisk, intrygi, nepotyzm

– niedopuszczanie i eliminowanie z życia publicznego osób niewygodnych.

 


Dodaj komentarz