Żukowskie Wilkowyje

medal rewers awers

Autorzy „Rancza” muszą się nagłówkować, intelektualnie pokombinować, żeby napisać scenariusz kolejnego odcinka tego serialu. Gdyby zamiast do Wilkowyj zajrzeli do Żukowa, mieliby gotowca autorstwa miejscowych włodarzy, których pomysły i dokonania również bawią po  pachy. Co więcej, radosna twórczość naszych notabli nie jest, w przeciwieństwie do „Rancza”,  fikcją literacką.

Pisałem już m.in. o spalinowym parku na skarpie między rondami, Ośrodku Kultury i Sportu zlokalizowanym w prywatnej willi, a ostatnio o drogim projekcie budowy szkoły w Baninie, który tak sprytnie zamieniono na tańszy, że w sumie będzie jeszcze drożej, niż miało być. Przy okazji wyrzucono drobny milionik do kosza. Takie właśnie scenariusze – naturszczyki tworzą kreatywni włodarze Żukowa. Tak kombinują, że chcąc zrozumieć sens ich poczynań, można sobie czaszkę rozłupać.

Ostatni odcinek sagi o żukowskich samorządowcach oglądaliśmy podczas wmurowywania kamienia węgielnego pod budowę banińskiej szkoły. Tydzień przed uroczystością media roztrąbiły wieść z magistratu, że kielnię chwyci do ręki sam szef rządu Donald Tusk. Mobilizacja organizatorów osiągnęła więc stan najwyższej gotowości. Napisano przemówienia – wystąpienia, wytypowano  kandydatów do „medalobicia”, ekipę budowlańców przyodziano w nowiutkie uniformy i błyszczące kaski, a szkolną dziatwę w stroje kaszubskie. Żeby było miło i radośnie, dla pana premiera przygotowano prezent – złoty medal upamiętniający wydarzenie, którego nie było. I kiedy wreszcie padł klaps, okazało się, że jest klops. Prezes Rady Ministrów odleciał bowiem do Warszawy nie zahaczając, w drodze na lotnisko, o pobliskie Banino.

Ale nic to. Szybko naniesiono poprawki w scenariuszu i kolejny odcinek żukowskiego serialu udało się nakręcić. A było na co popatrzeć, kiedy pomorska kurator oświaty Elżbieta Wasilenko uszczęśliwiała Medalami Komisji Edukacji Narodowej m.in. czwórkę naszych rajców: Adama Okroja, Ryszarda Ustowskiego, Jacka Miąskowskiego i Tadeusza Szmytke. Dlaczego akurat tych czterech radnych z 21? „Nie mam pojęcia”. Dlaczego nasz najważniejszy samorządny samorządowiec (medalowy wnioskodawca) uznał, że właśnie ci panowie mają wypiąć swoje piersi? „Też nie pojmuję”. No powiedzmy, że pan przewodniczący dostał medal za to, że … jest przewodniczącym. Ale weźmy chociażby radnego Ryszarda Ustowskiego. Wiem, że potrafi np. budować ogrodowe wiatraki. Jeden taki, olbrzymi, ma przed swoim gankiem. No ale co ma piernik, przepraszam, Medal Komisji Edukacji Narodowej do wiatraka?

Zajrzałem więc do rozporządzenia właściwego ministerstwa i czytam : „Medal Komisji Edukacji Narodowej nadawany jest za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania, w szczególności w zakresie działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej, twórczości dla dzieci i młodzieży oraz kształcenia i doskonalenia nauczycieli (…) autorom wybitnych prac pedagogicznych (…) autorom utworów literackich, popularnonaukowych, dzieł scenicznych, muzycznych, plastycznych, filmowych”.

No teraz zaczynam kumać. Przecież wiatraczki pana Ryszarda można podciągnąć pod twórczość dla dzieci albo pod dzieła sceniczne. Jak to nie można. A wiatraka, np. w teatralnej scenografii, nigdy nikt nie widział? No.

Rozszyfrowywanie zasług dla oświaty pozostałych odznaczonych radnych, w odniesieniu do zacytowanego rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej, pozostawiam czytelnikom.

Piotr Cackowski

P.S. Złoty prezent dla pana premiera wymaga osobnego omówienia. Dlaczego? Odpowiem w następnym odcinku żukowskiego serialu.   

      


Dodaj komentarz