Burmistrz i trzecia prawda ks. Tischnera

Farsa, mataczenie, bufonada, kpiarstwo, cynizm, wazeliniarstwo i hipokryzja. Gdzie tego można doświadczyć? W żukowskim samorządzie.

koalicja

Ostatnie czterogodzinne obrady „naszych” rajców opuszczałem z odruchem wymiotnym. To co wyprawiał guru większościowej grupy koalicyjnej, wywoływało zażenowanie i współczucie zarazem. Niestety nie wśród jego koalicjantów. Burmistrz mataczył i nie panował nad swoimi emocjami. Część rajców z niedowierzaniem wykonywała charakterystyczne ruchy głowami. Radni opozycji próbowali prostować fałszywe wypowiedzi żukowskiego włodarza. Ze skutkiem … bez skutku. Sam osunąłem się z krzesła, kiedy Jerzy Żurawicz oświadczył, że realizuje pierwotny projekt budowy szkoły w Baninie. Nie wiem, jak szanowni radni, ale ja poczułem, że „ktoś” robi ze mnie idiotę. Mataczenie pana burmistrza było tak oczywiste, że szkoda tuszu na jego komentowanie. Można by tylko zapytać, dlaczego pan Żurawicz wydał prawie 400 tys. zł na nowy projekt szkoły, po co w ogóle go zamawiał, skoro realizuje stary?  Ale to był tylko wstęp do tej autokompromitacji.

W następnym swoim wywodzie żukowski włodarz zaimponował wiedzą budowlaną, a nawet geotechniczną. Wynikało z niej, że jeżeli szkoła w Baninie powstałaby według pierwotnego projektu, to pękałyby ściany budynku i … uwaga: „wiązałoby się to nawet z koniecznością przewożenia uczniów do innych placówek”. Jak można było zauważyć, katastroficzna wizja Jerzego Żurawicza nie wywołała na twarzach radnych przerażenia. Wręcz przeciwnie, spowodowała nieukrywaną wesołość … taką z politowaniem dla bzdur, które plótł pan burmistrz. No chyba, że znany krakowski planista zaprojektował kompleks szkolny, który miał się zawalić. Ale darujmy sobie żarty. Fakty dotyczące banińskiej inwestycji nie są zabawne. Burmistrz wrzucił przecież do kosza pierwotny projekt, marnując tym samym blisko milion złotych (z naszych – podatników kieszeni) i zamówił drugi projekt, wydając niepotrzebnie kolejne setki tysięcy złotówek. Dlaczego tak postąpił? Bo, rzekomo, wg jego pomysłu miało być taniej i lepiej. Tymczasem już dziś wiadomo, że będzie drożej i gorzej. Ot żukowska gospodarność.

Po raz drugi o mało nie spadłem z krzesła, kiedy pan Jerzy Żurawicz stwierdził, iż prywatny budynek mieszkalny honorowego konsula państwa byków i torreadorów wybrany został na siedzibę Ośrodka Kultury i Sportu poprzez procedurę przetargową. Co więcej, jak oświadczył nasz pryncypał, z willi korzysta bardzo dużo osób. Podobno odbywa się tam mnóstwo zajęć kulturalno-sportowych. Ksiądz Józef Tischner mówił, że są trzy prawdy: „Świento prawda, tyż prawda i g…no prawda”. Którą z nich posługuje się pan burmistrz? A propos, dlaczego pani dyrektor Wiesława Toczyńska wynajmuje odpłatnie na gminne imprezy galerię Sulmin czy restaurację Sidło, skoro można je organizować w pokoikach prywatnej willi, przepraszam w nowej siedzibie OKiS-u?

willa

Jedno jest pewne, pani Wiesławie „mieszka się” w tej „chałupce” wygodniej, niż poprzednio, w pomieszczeniu biurowym UG. Poza tym z dala od magistratu, przechodniów, w cichym zakątku, na uboczu Żukowa. Mamy tu kolejny przykład gospodarowania po żukowsku, panie burmistrzu. Nie dość, że mieszkańcy (podatnicy) płacą za bezsensowną dzierżawę i utrzymywanie prywatnej nieruchomości, to jeszcze ponoszą koszty wynajmowania prywatnej galerii w Sulminie i restauracji „Sidło” w Żukowie. Jest to oszczędnościowe mistrzostwo świata, doprawdy.

Radny Jacek Miąskowski wrzucił jeszcze jeden kamyczek do tego ogródka. Okazało się, że UG i OKiS przeznaczają więcej pieniędzy na reklamę, promocję i koszty własne, niż na działalność kulturalną i sportową sensu stricte. Czyli żukowscy samorządowcy wydają więcej pieniędzy na prezentowanie i promowanie w mediach siebie oraz swoich „dokonań”, aniżeli na zorganizowanie mieszkańcom imprez kulturalnych czy sportowych.

sesja

Ważny problem poruszył radny Albin Bychowski. Posługując się faktami, szczegółowo zrelacjonował, jak zastępca burmistrza Marek Trepczyk traktuje, podczas pełnienia służbowych dyżurów, mieszkańców gminy Żukowo. Było tak. Przyszedł do wiceburmistrza petent i zaczął mówić o swoim problemie. W tym momencie pan Trepczyk zadzwonił z własnego telefonu komórkowego na telefon stacjonarny UG i słysząc jego sygnał dźwiękowy wyszedł podnieść słuchawkę. Po chwili wrócił, poinformował petenta, że jest pilnie wzywany w jakiejś ważnej sprawie i opuścił gabinet. Tak żukowska władza traktuje mieszkańców, mając ich za … . No właśnie, za co mają nas burmistrz i jego zastępca, skoro ten pierwszy stanął w obronie Marka Trepczyka, bagatelizując wiarygodne dowody przedstawione przez radnego (np. propozycję przejrzenia bilingów rozmów). Trzeba przyznać, że niezły spryciula i cwaniaczek jest z pana Marka. Niestety, to nie jest odosobniony przykład, kiedy włodarz Żukowa wciela się w adwokata swojego zastępcy. Dlaczego świadomie się ośmiesza? Proponuję nazwać styl przyjmowania interesantów przez Marka Trepczyka „metodą na trepa”. Słyszałem też o „metodzie na zegarek”, stosowanej przez Jerzego Żurawicza. Mieszkaniec osiedla Elżbietowo poinformował mnie, że kiedy zgłosił się ze swoim problemem, burmistrz zdjął z ręki zegarek, położył na biurku i oznajmił: „ma pan dwie minuty”. Wypowiedzi te nie pochodzą z rozmów podsłuchiwanych w knajpie „Jerzy-Marek i przyjaciele”. Są potwierdzonymi – przykrymi doświadczeniami mieszkańców gminy Żukowo.

Mówiąc najdelikatniej, patrzyłem bardzo zniesmaczony na bezradnych radnych, którzy na interpelacje i pytania otrzymywali cyniczne odpowiedzi rozemocjonowanego burmistrza, albo nie uzyskiwali ich w ogóle. Np. Wojciech Kankowski chciał się dowiedzieć, czy wybór dyrektora szkoły w Niestępowie jest decyzją ostateczną. „Tak czy nie?” – pytał radny. „I tak, i nie”,  odpowiedział żukowski włodarz, po czym rozległ się gromki śmiech rajców usłużnych swojemu guru. Co w tym butnym odreagowaniu pana burmistrza tak ich rozbawiło? „Merytoryczny” poziom odpowiedzi osoby zarządzającej gminą i groteskowa reakcja większości radnych porażają. Porażają tym bardziej, że mimo sprzeciwu Rady Pedagogicznej niestępowskiej szkoły i mieszkańców (pod petycją zebrano kilkaset podpisów) burmistrz przywiózł „w teczce” nową panią dyrektor. Jak ta bulwersująca nominacja ma się do procedury konkursowej, odpowiedzi nie usłyszeliśmy.

Żurmen

O tym, czy pan Jerzy Żurawicz uzyskał kolejne absolutorium za efekty swojego rządzenia i gospodarowania, nie będę pisał. Popadłbym w śmieszność. Wszystko było oczywiście uzgodnione i zadecydowane przed sesją. Wiązanka kwiatów, zakupiona nie w naszym imieniu, ale za nasze pieniądze, również. Oficjalnie finał wypadł pięknie. Gratulacje, podziękowania, „szczere” uśmiechy i życzenia, ustawione fotki dla lokalnych mediów. Ślicznie to wszystko wyglądało. A jaka jest rzeczywistość, co naprawdę gra w duszach uczestników tej groteski? Nie muszę nagrywać ich wypowiedzi (tych szczerych), w restauracji „Sowa i przyjaciele”. Są mi znane z autopsji. Nie tylko mi.

Piotr Cackowski

Zdjęcia: Wojciech Drewka „Express Kaszubski” i P.C.

 

 


Dodaj komentarz