33 x Trójka

33-x-Trójka-1

 

Trójka to radio wielkich osobowości, niebanalnego dziennikarstwa i różnorodnej muzyki. Słuchamy jej od pół wieku i właśnie z okazji 50-lecia tego niezwykłego radia ukazała się książka Wiesława Weissa „33 x Trójka”. Jej autor sportretował magiczną Trójkę przez pryzmat trzydziestu trzech najbardziej znanych i lubianych audycji. Z ogromną radością przyjąłem propozycję Pana Wiesława Weissa podzielenia się z czytelnikami moimi wspomnieniami z wieloletniej pracy w Polskim Radiu. W książce „33 x Trójka” opublikowane zostały obszerne fragmenty naszej rozmowy:

 

1. Jak Pan uzyskał wywiad z Danutą Wałęsową?

To było spontaniczne. Siedziałem z koleżankami w redakcji (Mirą Urbaniak i Marysią Święc Prucińską). W pewnym momencie mówię, słuchajcie dziewczyny, a gdybym na przykład zrealizował wywiad z Danutą Wałęsową? Popatrzyły na mnie tak, jak się patrzy na człowieka, który nagle bardzo źle się poczuł. Wiadomo przecież, jaka była wówczas atmosfera – stan wojenny, Wałęsa internowany w Arłamowie,  Rozgłośnią PR w Gdańsku zarządza komisarz wojskowy kmdr Franciszek Czerski, ludzie unikają wypowiadania nazwiska i imienia przywódcy Solidarności, a ja sobie wymyślam wywiad z jego żoną. Ale jak pomyślałem tak zrobiłem. Po prostu zatelefonowałem do Danuty Wałęsowej (w obecności wspomnianych koleżanek po fachu), zadałem krótkie pytanie i otrzymałem krótką odpowiedź. Pani Danuta wyraziła zgodę na rozmowę ze mną. Sam byłem zaskoczony, że poszło tak łatwo. Szarpnąłem za Uhera (magnetofon reporterski) i jak strażak wzywany do pożaru pobiegłem do samochodu. Po 15 minutach byłem w mieszkaniu Państwa Wałęsów na Zaspie. Naładowany niesamowitymi emocjami, ale i poczuciem radości, że osiągnąłem cel, kompletnie zapomniałem powiedzieć redaktorowi naczelnemu Jerzemu Gebertowi, z kim będę rozmawiał. I całe szczęście, bo wówczas w żadnym razie nie wyraziłby na to zgody, wręcz przeciwnie. Zostałbym pouczony siarczystym tekstem. Wywiadu by nie było.

2. Jak Pan wspomina samą rozmowę?

Ku mojemu zdumieniu przebiegała w bardzo spokojnej i sympatycznej atmosferze. Pani Wałęsowa, mając przy sobie najmłodsze dziecko (wówczas siódme), była bardzo życzliwa, uprzejma i bez żadnych emocji, zastanawiania się, odpowiadała na moje wszystkie pytania. Potwierdza się to w nagraniu (zrealizowanym 8 listopada 1982 r.), które po raz pierwszy odsłuchałem  po 30 latach, w maju 2012 roku w archiwum Radia Gdańsk. Odsłuchałem je kilkakrotnie i stwierdziłem, że ta rozmowa była pozbawiona gry, udawania, podstępnych pytań (z jakimś z góry założonym celem) czy napastliwych lub wymijających odpowiedzi. To był zwyczajny wywiad, który mógłby się odbyć np. 10 lat temu albo dzisiaj. Kiedy teraz słucha się tej rozmowy, po 30 latach, nie wyczuwa się w niej atmosfery napięcia, niepewności, strachu czy wreszcie faktu, że wywiad nagrywany jest w czasie stanu wojennego. Pani Danuta wypowiada się rzeczowo i jak sądzę bardzo szczerze. Nikt jej do tej rozmowy nie przygotowywał, nikt nie ingerował w to co miała do powiedzenia. A stwierdziła m.in.: „ Jest to mój pierwszy wywiad w stanie wojennym z polskim dziennikarzem” (…) „Trudno mi uwierzyć, że w tym czasie jest jakieś zapotrzebowania na to, co ja czuję, co ja myślę i jak żyję” (…) „Dostaję wynagrodzenie od męża z pracy. Poza tym ludzie przynoszą mi np. 30 jajek albo żywego kurczaka. Otrzymuję także pomoc spoza kraju, płyn do mycia naczyń, mydło, owoce, odzież. Także mam zapewnione utrzymanie (…) Polski rząd ma bardzo trudno teraz. To nieprawda, że przed 13 grudnia ktoś chciał zabierać władzę, kto by chciał rządzić w Polsce? Rząd ma teraz wszystko w swoich rękach, powinien doprowadzić do porozumienia z ludźmi, których popiera społeczeństwo” (…) „Mąż przebywa w Arłamowie, w budynku Urzędu Rady Ministrów. Odwiedzam go raz na cztery tygodnie. Jestem tam od poniedziałku do piątku. Warunki mąż ma przeciętne, jak w mieszkaniu. Przebywa samotnie, ogląda telewizję i słucha radia”. (…) „Jak ja słucham Dziennika Telewizyjnego, to odnoszę wrażenie, że sytuacja jest normalna, a wychodzę na ulicę i wiem, że jest inaczej” (…) „Uważam, że był konieczny stan wojenny, ale do tego, żeby doprowadzić do porządku. Większość czeka proszę pana na to, że będzie takie prawdziwe porozumienie w sensie tym, że dogadają się te strony prawdziwe, rząd i ci ludzie ze związków Solidarności, ci co naprawdę chcą spokoju”.

3. Jakie były reperkusje dla Pana?

Najkrócej mówiąc przykre ze szczęśliwymi finałami. Po powrocie od Pani Wałęsowej z-ca redaktora naczelnego Jan Lindner pierwszy dowiedział się, jaki zrealizowałem pomysł (samozwańczo). Natychmiast przy mnie chwycił za telefon, wybrał numer do Jurka Geberta (naczelnego) i roztrzęsionym głosem krzyczał: „Jerzy, rany boskie, Cackowski był u Wałęsowej, co mam zrobić?”. Nie czekając na odpowiedź, pobiegłem do redakcji i zatelefonowałem do Warszawy, do „Trójki”, do Andrzeja Turskiego. Było przed szesnastą. Mówię mu, co mam na taśmie. Andrzej w ogóle nie spanikował, wręcz przeciwnie, podjął natychmiast decyzję i krótko odpowiedział: „montuj to jak najszybciej, po siedemnastej puszczam na antenę”. To było szaleństwo. Nigdy nie dostałem takiego kopa do roboty. Nagrałem ponad 40 minut wywiadu, mając do dyspozycji maksimum 10 minut czasu antenowego. Musiałem więc w krótkim czasie wybrać najistotniejsze, najbardziej ciekawe wypowiedzi Danuty Wałęsowej. Spieszyłem się jak wariat. Kilkanaście minut po 17 tej położyłem gotowe nagranie na magnetofonie w amplifikatorni. Po chwili połączyliśmy się z Warszawą i taśma wystartowała. W tym samym czasie dzwonię do Jurka Geberta do domu i mówię: „ Szefie, właśnie kabluję taśmę Andrzejowi Turskiemu, trzeba to nagranie jak najszybciej wyemitować w programie lokalnym, w Gdańsku, bo będzie obciach, jeżeli Warszawa puści je przed nami. Czuję jak naczelny przebiera nogami i … niestety nie wyraża zgody na emisję w Gdańsku. Kilkanaście minut później, wspólnie z gdańską ekipą realizatorską słyszymy w „Trójce” zapowiedź wywiadu z Danutą Wałęsową. Andrzej wyemitował go w całości, 9 i pół minuty. Ale byłem dumny. Dzwonię ponownie do Geberta: „przed chwilą Warszawa puściła ten wywiad”, mówię. Dopiero teraz mój naczelny wyraża zgodę na jego emisję także z Rozgłośni PR w Gdańsku. Niestety, co najmniej o kilkanaście minut za późno.

Następnego dnia rano spoglądam na marsową minę Jerzego Geberta. Szef mówi: „Albo ty już tu nie pracujesz, albo nie pracujemy obaj”. Tylko tyle, żadnych wyjaśnień, żadnych komentarzy. Godzinę później pod budynek radia przy ul. Uphagena podjeżdża biała wołga. Zabierają mnie do siedziby SB na Okopową w Gdańsku i następnie prowadzą do pokoiku z weneckim lustrem. Przez około pół godziny przebywam w odosobnieniu. Później pojawia się jakiś SB-ek i zadaje dwa pytania: czy znam Andrzeja Turskiego oraz jak to się stało, że radiowa „Trójka” puściła mój wywiad. Odpowiadam krótko, tak wiem, kim jest Andrzej Turski, a oto dlaczego w Warszawie wyemitowano rozmowę z Wałęsową niech pan zapyta właśnie jego. To wszystko. Po kwadransie powróciłem tą samą Wołgą do radia przekonany, że już w nim nie pracuję. Tym bardziej, iż usłyszałem wówczas zarzut, że wywiad ukazał się bez obowiązkowego powiadomienia cenzury. Na szczęście wspomniane redakcyjne koleżanki Mira Urbaniak i Marysia Święc Prucińska były świadkami mojej rozmowy z cenzorem, któremu przedstawiłem słownie treść wywiadu. Cenzor wypierał się, że taka sytuacja  nie miała miejsca. Dopiero po pisemnym oświadczeniu Miry i Marysi przyznał, że wywiad jednak był ocenzurowany, co uchroniło mnie od konsekwencji dyscyplinarnych. Ku mojemu zdumieniu sprawa przycichała z dnia na dzień, a ja pracowałem nadal.

Żegnając się z Danutą Wałęsową  obiecałem, że za dwie trzy godziny przedstawię wywiad po montażu do jej akceptacji. Niestety nie zdążyłem tego zrobić przed emisją materiału w „Trójce”. Naprawdę zabrakło czasu. Miałem na wszystko (przegranie, montaż, ocenzurowanie, rozmowy z naczelnym gdańskiego radia i Andrzejem Turskim – niespełna dwie godziny. Nie dałem rady pojechać raz jeszcze w tym czasie do Pani Wałęsowej. Jednak zaraz po emisji zatelefonowałem do niej. Zdążyłem się tylko przedstawić i usłyszałem głośno: „ Ale z pana skur…..syn”. Byłem zdruzgotany. Poczułem się jak śmieć. Zapytałem szybko, ale dlaczego, czy Pani słuchała w „Trójce” swoich wypowiedzi? Nie, padła odpowiedź. Bez chwili namysłu pobiegłem po nagranie, wsiadłem do samochodu i po kilkunastu minutach ponownie znalazłem się w mieszkaniu Danuty Wałęsowej. Włączyłem Uhera. Przez prawie 10 minut odsłuchiwaliśmy materiał antenowy w kompletnej ciszy. Gdy odtwarzanie nagrania się skończyło, Pani Wałęsowa zapytała, to wszystko?, tylko to było na antenie?, tak taka wersja była puszczona w „Trójce”, odpowiedziałem. W takim razie przepraszam pana za to, co powiedziałam przez telefon, byłam zdenerwowana. Bo dzwoniło do mnie parę osób z pretensjami, że ja jakieś niestworzone rzeczy panu naopowiadałam o stanie wojennym i nie tylko. Jeżeli jednak pan puścił to co teraz usłyszałam, to ja nie mam zastrzeżeń.

Taki finał wywiadu z Danuta Wałęsową, w przedstawionych wyżej okolicznościach, był dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w mojej ponad 30 letniej pracy dziennikarskiej. Zapamiętałem ten wywiad na zawsze, ze szczegółami, także dzięki licznym, pamiętnikarskim notatkom, których dokonuję dzięki sugestii radiowego kolegi Staszka Dejczera (taty reżysera Macieja Dejczera). W czasie strajków sierpniowych Staszek powiedział mi: „Piotrze zapisuj wszystko czego wokół siebie doświadczasz, bo po latach nie będziesz pamiętał szczegółów”. Posłuchałem i dzisiaj dziękuję Staszkowi za dobrą radę.

4. Czy robił Pan inne materiały dla Trójki w tamtych czasach?

Statystycznie po kilka tygodniowo, także dla programu pierwszego Polskiego Radia, zwłaszcza do magazynu „Z kraju i ze świata” i dla „Radiokuriera”. To był program, z którym chcieli się identyfikować wszyscy radiowcy w Polsce, zwłaszcza ci zajmujący się informacjami radiowymi, szybkim ich przekazem. „Radiokurier” miał wspaniałego szefa, pomysłodawcę, dziennikarza, prezentera o niezwykłym głosie i przyjaciela radiowców w jednej osobie – Andrzeja Turskiego. Pamiętam jak my w gdańskim radiu ścigaliśmy się, żeby usłyszeć zapowiedź Andrzeja w „Radiokurierze”: Gdańsk Mieczysław Serafin, Gdańsk Marek Kański, Gdańsk Piotr Cackowski. To była dla nas, młodych chłopaków wielka nobilitacja. 30 sekund na antenie „Radiokuriera”, a zdarzało się 45. Po prostu spełniały się nasze marzenia. Pamiętam jak w 1979 roku wziąłem bezpłatny urlop w radiu i zaokrętowałem się na statku PLO „Franciszek Zubrzycki”, jako członek załogi. Popłynąłem do Stanów Zjednoczych. Z pokładu tego semikontenerowca wysyłałem korespondencje dla „Radiokuriera” (mam je do dzisiaj), a póżniej z Nowego Jorku, Waszyngtonu i Baltimore. Zachłystywałem się w tych relacjach wszystkim, niemieckimi daczami na brzegach  Kanału Kilońskiego, samochodami, sklepami, w których wszystko można było kupić, a przede wszystkim swobodą życia, prawdziwą wolnością. Nie mogło do mnie dotrzeć, że przed gmachem ONZ stoją, przez nikogo niepokojeni, demonstranci trzymający tablice z napisami „Carter mordercą”, albo, że policjanci ochraniający Biały Dom pozwalali mi spokojnie do niego podchodzić i robić zdjęcia, więcej, pozowali wraz ze mną do tych zdjęć. To był dla mnie świat z innej planety, ale prawdziwy. Opowiadałem o nim w „Radiokurierze”, 33 lata temu. Nie było wtedy przekazu satelitarnego, wszystko szło przez Gdynię Radio, w środku nocy, bo dniem uzyskanie połączenia z krajem było bardzo trudne. Z Gdyni Radio przekaz płynął do gdańskiej rozgłośni PR i dopiero stamtąd, po łączach kablowych, do Warszawy, do „Trójki”.  Jakość była jak na froncie w stylu: „Ja brzoza, ja brzoza, jak mnie słychać”, ale miała swój urok, dodawała smaczku takim relacjom. Udawało mi się umieścić również trochę reportaży w „Trójce”, m.in. z rejsów okrętami Marynarki Wojennej do ówczesnego Leningradu i Tallina, albo np. z planu filmowego „Człowieka z żelaza”.

Była jesień 1981 roku. Rozmawiałem z Andrzejem Wajdą na antenie „Trójki”, stojąc na peronie przystanku SKM Gdańsk Stocznia, w przerwie scen realizowanych w pociągu, pokazujących Krystynę Jandę rozdającą ulotki. Pamiętam jak Pan Andrzej powiedział mi, że musi aktorom podawać papierosy, żeby uzasadnić, dlaczego przy ich ustach pojawia się mgiełka. W rzeczywistości nie był to dym tytoniowy, a efekt wydychanego przez aktorów powietrza. Po prostu było chłodno, bo sekwencje o sierpniowym strajku kręcono jesienią, a nie latem, jak to było w rzeczywistości. Andrzej Wajda bardzo spieszył się z tym filmem. „Wie pan, jak teraz nie zakończę zdjęć, to już tego filmu nie zdążę zrobić”, powiedział mi na pożegnanie. I zdążył przed wprowadzeniem stanu wojennego w grudniu 1981 roku.

Radiokurier był znakomicie redagowany i świetnie prowadzony. Takie same recenzje zebrał wiele lat później  telewizyjny Teleekspres dlatego, że oparł się  na pomysłach twórców i autorów Radiokuriera.

I na koniec zwracam uwagę jeszcze na bardzo istotne fakty, które zbiegły się w czasie z moim wywiadem z Danutą Wałęsową. Otóż nagrałem Panią Danutę 8 listopada 1982 roku. Dwa dni później, 10 listopada,  zmarł przywódca ZSRR Leonid Breżniew (tak oficjalnie podali Rosjanie), a po następnych dwóch dniach, 12 listopada, wyszedł na wolność z ośrodka URM w Arłamowie Lech Wałęsa. Moim zdaniem, zbitka tych trzech wydarzeń (które rozegrały się na przestrzeni zaledwie 6 dni) spowodowała, że tak wiele szumu (także na najwyższych szczeblach władzy) powstało z powodu ukazania się w „Trójce” rozmowy z Danutą Wałęsową. Dla mnie termin wywiadu był całkowicie przypadkowy, dla różnej maści decydentów, cenzorów, przedstawicieli służb specjalnych stał się powodem do tworzenia teorii spiskowych. Formułowano wówczas sądy i pytania: Dlaczego Danuta Wałęsowa poparła stan wojenny akurat 8 listopada?, dlaczego dziennikarz gdańskiego radia właśnie w tym czasie, tuż przed ustaloną datą wypuszczenia Lecha Wałęsy (o której nikt nie miał prawa wiedzieć) postanowił rozmawiać z jego żoną i nagłośnić treść tej rozmowy? Jak dziennikarz uzyskał zgodę cenzury na publikację takiego materiału w stanie wojennym? Czy Pani Wałęsowa mówiła o konieczności stanu wojennego tylko dlatego, żeby przyczynić się do zwolnienia męża z miejsca odosobnienia? Czy to była ukartowana gra rozmówcy i rozmówczyni? Czy musiał umrzeć Leonid Breżniew, żeby wypuszczono Lecha Wałęsę?

Dla zadania żadnego z tych pytań, może poza ostatnim, nie znajduję merytorycznego uzasadnienia. Wywiadu nikt nie inspirował, a na wypowiedzi Danuty Wałęsowej nikt nie wpływał (nie było na to czasu). Znaleźli się jednak ludzie, którzy nie chcieli w takie fakty uwierzyć.

 

*****             

    Wywiad z Danutą Wałęsową w wersji dźwiękowej, wyemitowany w radiowej Trójce

8 listopada 1982 r.

  do pobrania w formacie mp3 :                  Wywiad z Danutą Wałęsową 

33-x-Trójka-4

 Strona z książki „33 x Trójka”

 

Radio Gdańsk 1977

Jako początkujący reporter Rozgłośni Polskiego Radia w Gdańsku (1977 r.)

 

Radio Gdańsk 1982

Ze studia gdańskiego radia przekazuję wiadomości do ogólnopolskiej audycji „Zapraszamy do Trójki”      (1982 r.)

 

 


Dodaj komentarz