Sami swoi

„To nie jest pana prywatny urząd (…) my też jesteśmy mieszkańcami tej gminy”, mówił do burmistrza Jerzego Żurawicza radny Wojciech Kankowski podczas ostatniej sesji RM. Chodziło o wyjazd – wycieczkę „oficjalnej” żukowskiej delegacji do Świdnicy, a ściślej rzecz biorąc o jej skład. Zdaniem opozycji, na południe Polski wybrała się grupa samych swoich (czyli ludzie burmistrza), a nie reprezentatywne dla gminy Żukowo grono osób.

kankowski

Oglądając fotograficzne galerie na stronie internetowej Świdnicy oraz niezwykle intrygujące fotki przesłane do naszej redakcji, można wywnioskować, iż zastrzeżenia radnych są na rzeczy. Nasuwa się tutaj kilka pytań: dlaczego akurat Świdnica została miastem partnerskim Żukowa, skąd wziął się ten pomysł, kto ustalał taki, a nie inny skład delegacji i kwestia zasadnicza, jakie konkretne korzyści wynikają dla gminy Żukowo i jej mieszkańców z podpisania umowy partnerskiej ze Świdnicą ?

Odpowiedzi można znaleźć na stronach internetowych zaprzyjaźnionych włodarzy, wójta gminy Świdnica Teresy Mazurek i żukowskiego burmistrza Jerzego Żurawicza. Okazuje się, że sprawa została załatwiona w gronie kilkorga VIP-ów. Na portalu Świdnicy czytamy: „Matką chrzestną partnerstwa jest starosta kartuski Janina Kwiecień”. Natomiast na żukowskiej stronie internetowej burmistrz stwierdza: „Bardzo nam zależało, aby w ramach partnerstwa powiatu kartuskiego i świdnickiego taką współpracę nawiązały także gminy”. A czy zależało na tym mieszkańcom trzydziestotysięcznej gminy Żukowo ? Czy mieli coś w tej kwestii do powiedzenia ? Nie. Po prostu zostali poinformowani po fakcie.

Czy taką twarz ma mieć samorządowa demokracja? Czy burmistrz nie powinien najpierw skonsultować projektu takiego partnerstwa ze społeczeństwem (ze swoimi wyborcami – pracodawcami) ? Czy to nie jest przyjaźń narzucona z góry? Może to jednak mieszkańcy powinni wskazywać, z jaką społecznością, jakiej miejscowości chcieliby współpracować ?

Pan burmistrz za kilka tygodni odejdzie, a skutki jego czynów niestety pozostaną. Oczywiście na pytanie, kto ustalał skład żukowskiej delegacji, odpowiedź nasuwa się sama. Natomiast niezwykle frapująca jest relacja zamieszczona na stronie internetowej żukowskiego pryncypała. Dowiadujemy się z niej nie tylko o przebiegu oficjałek związanych z podpisaniem porozumienia w Świdnicy, ale także o tym, jak było miło na świdnickim święcie plonów: „Dożynki rozpoczęły się mszą świętą, którą celebrował biskup świdnicki profesor Ignacy Dec, któremu burmistrz Żukowa wręczył kaszubski dar (…) Dożynki zakończyły się dopiero o północy. Zabawa, radość i wzruszenie towarzyszyły wszystkim uczestnikom tego ważnego, tradycyjnego wydarzenia. Dla delegacji z Żukowa wizyta w gminie Świdnica miała wartość podwójną. Było to bowiem nie tylko przypieczętowanie świeżo rozpoczętej współpracy, ale także wymiana doświadczeń, pomysłów i rozwiązań w dziedzinie kultury, inwestycji, rolnictwa i wielu innych aspektów, nie tylko w obrębie kraju, ale także za granicą”. To jest tekst rodem z PRL-owskiej „Trybuny Ludu”. Mnóstwo pompatycznej propagandy, zachwytów nad samym sobą i … zero konkretów, tych merytorycznych, bo innych konkretów, na przykład z logo „Wyborowa” było aż nadto, co obrazują m.in. przesłane do naszej redakcji zdjęcia. Rzeczywiście potwierdzają one, iż wyjazd żukowskiej delegacji do Świdnicy był radosny, zabawowy i wzruszający. Szczególnie wzruszają: bezkompromisowa integracja żukowskiego szefostwa UG i OKiS-u oraz promocja Żukowa w zawężonym gronie przedstawicieli obu samorządów przy stole zastawionym wysokoprocentowymi napitkami. O seksapilu nie wspomnę.

Piotr Cackowski

Zdjęcia: Wojciech Drewka (Express Kaszubski)

 


Dodaj komentarz