Smoleńsk rozdyskutowany

Jazgot, prostactwo, niepokorność, stronniczość i kpiarstwo aprobowane przez zdeklarowanego politycznie Piotra Kraśkę, tak najkrócej można by skomentować „Blok smoleński” w TVP.
Przy obecnym stanie wiedzy i braku niepodważalnych dowodów dotyczących katastrofy smoleńskiej nikt dziś nie ma prawa jednoznacznie osądzać, co było, a co nie, jej przyczyną. Niestety prowadzący program stwierdził: „ja nie wierzę w zamach”. Czyli od razu określił z kim jest mu w studio po drodze, a z kim wręcz przeciwnie. Prowadząc telewizyjną debatę (zwłaszcza tak bardzo ważną), powinien być wyłącznie moderatorem dyskusji i jawić się jako jej neutralny – obiektywny uczestnik. Jednak tak się nie stało. Owszem Piotr Kraśko uczestniczył w studyjnej rozmowie i próbował ją prowadzić, ale stronniczo. Po co np. zaprosił prof. Jacka Rońdę z AGH, skoro nie pozwolił mu ani jednej myśli doprowadzić do końca, a sformułowanie niektórych uniemożliwił w ogóle. Pozwalał natomiast „na wszystko” profesorowi Pawłowi Artymowiczowi z Uniwersytetu w Toronto, który posługując się ironicznymi komentarzami, mentorsko pouczał kulturalnego i nie dającego się sprowokować profesora z krakowskiej uczelni.

Można głosić przeciwne teorie, mieć odmienne zdanie od interlokutora, ale nie można uznanego
profesora, z bogatym dorobkiem naukowym, tak lekką rączką obrażać. Właściwie, to chciałoby się zapytać, skąd niespodziewanie „wyskoczył” prof. Paweł Artymowicz, dlaczego pojawił się właśnie tu i teraz? Dopiero po trzech latach okazało się, że bada on katastrofę smoleńską, że przygotował nawet symulację komputerową trajektorii lotu TU-154 wyemitowaną w TVN-owskich „Faktach” akurat w dniu emisji w TVP „Bloku smoleńskiego”. Czy trzeba tutaj coś komentować? Czy to, że film Anity Gargas „Anatomia upadku” nadaje się równolegle z programem TVP 2 „Bogdan Lis na żywo”, którego tematem jest (akurat w tym dniu) serialowy szlagier ostatnich tygodni „Anna German”, to też jest przypadek? A może jest to kolejny przykład nieudolnej gry fachowców od pijaru (dawniej propagandy) i stronników wiadomej grupy ludzi. Notabene co do tego, po której stronie politycznej barykady stoi Pan Lis, też chyba nikt nie ma wątpliwości. Na szczęście, nie tylko w tym przypadku, nie jest on tak chytrym politycznie „zwierzęciem”, jak się o lisach zwykło mówić.

Żeby była jasność. Nie stwierdzam, że w Smoleńsku był zamach. Ale nie podzielam również opinii tych wszechwiedzących, którzy uważają, że winę za katastrofę ponoszą polscy piloci. Wiem na temat tej tragedii tyle, co przeciętny mieszkaniec naszego kraju, a zatem wiem niewiele. Niestety poniedziałkowy „Blok smoleński”, mimo udziału w nim profesorów i publicystów zajmujących się najtragiczniejszą
katastrofą w historii powojennej Polski, nie wniósł do naszej dotychczasowej wiedzy nic nowego. Co gorsze okazało się, jak diametralnie różne, skrajnie rozbieżne są wyniki badań naukowych i profesorskie opinie na ten temat. Nie można zatem dziwić się, że powstały teorie spiskowe, że nasze społeczeństwo jest tak bardzo rozdyskutowane. Wyemitowane, jeden po drugim, filmy „Śmierć prezydenta” i „Anatomia upadku”, a zwłaszcza spory poprzedzające prezentację tych dokumentów, okoliczności ich przekładanej emisji oraz dobór dyskutantów w studiu telewizyjnym dolały tylko oliwy do ognia tego rozdyskutowania.

Prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber ma rację mówiąc, że odnośnie katastrofy w Smoleńsku „polityka rządu była fatalna”. Dodałbym, że nadal taka jest. Nadal nie mamy czarnych skrzynek, nadal nie wiemy, kiedy właściciel – Polska odzyska swój wrak (którego, jak zobaczyliśmy, w znacznej mierze już nie ma).

Piotr Cackowski

(zdj. Anita Gargas)


Dodaj komentarz