Borne Sulinowo – kamperem z rowerem (cz. 13)

Ostatni tydzień tegorocznego lata spędziłem … można by rzec, w byłym Związku Radzieckim (w Bornem Sulinowie). Od 1945 roku miejscowość ta oderwana była od struktury terytorialnej Polski. W ewidencji gruntów figurowała pod nazwą „tereny leśne”.

Borne 07

Z niezwykłą historią miasteczka (liczącego dziś niespełna pięć tysięcy mieszkańców) można zapoznać się na stronie www.wagabunda.slupsk.pl. Czytamy tam m.in. „W latach 30. XX wieku na miejscu wsi Linde utworzono garnizon wojskowy. W 1936 roku zakończono budowę miasteczka militarnego dla szkoły artylerii Wehrmachtu, którego otwarcia dokonał 18 sierpnia 1938 Adolf Hitler. Ponownie przebywał tu w dniach 5-8 września 1939 roku. W garnizonie Groß Born stacjonowały jednostki dywizji pancernej Heinza Guderiana przed atakiem na Polskę w 1939 roku. Na poligonie ćwiczyły oddziały Afrika Korps dowodzone przez gen. Rommla.

W 1945 roku miasto przejęła Armia Czerwona (Красная Армия) i użytkowała do października 1992 roku. Rosjanie przejęli Borne Sulinowo bez walki, więc miasto przetrwało wojnę w nienaruszonym stanie. Armia Czerwona zorganizowała tu najpilniej strzeżony garnizon Północnej Grupy Wojsk. Stworzyła na terenie Bornego i pobliskiego Kłomina prawdziwą enklawę, która przetrwała niemal pół wieku. Tutejszy garnizon był największym zgrupowaniem radzieckich wojsk lądowych w naszym kraju. Efektem tego było całkowite „wycięcie” tego obszaru z podziału administracyjnego Polski. Miejscowości te nie figurowały nawet w spisie miejscowości administrowanych przez Polskę. Dopiero w momencie opuszczania Bornego przez Rosjan można było się przekonać, jakie siły tu stacjonowały. Ilości te mogą być szokujące dla przeciętnego człowieka. Na przykład w 1991 roku wyjechało m.in. 350 czołgów i 1.020 transporterów opancerzonych, a w 1992 roku 220 czołgów, 756 transporterów opancerzonych, 151 samolotów bojowych, 41 śmigłowców uderzeniowych, 196 mln 584 tys. ton zapasów materiałowych, w tym 46.053 tony amunicji.

Strona rosyjska żądała wypłaty odszkodowania w wysokości 400 mln dolarów za wzniesione przez siebie i pozostawione tu obiekty. Ostatecznie przyjęto zaproponowaną przez ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę tzw. „opcję zerową”. Oznaczała ona wzajemną rezygnację z finansowych roszczeń.

Z ogromnego garnizonu wojskowego, w którym stacjonowały wojska niemieckie, a następnie radzieckie, powstało cywilne polskie miasto, w którym postawiono na turystykę. W dalszym ciągu istnieje tu jednak charakterystyczna koszarowa zabudowa i można natrafić na ślady i atmosferę radzieckiego panowania. Rosjanie opuszczając miasto wywozili wszystko co popadło i co tylko mogli zmieścić w transporcie. To czego przed wyjazdem nie sprzedali w okolicznych wioskach, porzucali, bo możliwości transportu były ograniczone. Wielu spakowało tylko rzeczy osobiste. Standard pozostawionych mieszkań zależał od pochodzenia jego mieszkańców. Od razu było widać, gdzie mieszkali Europejczycy, a gdzie Azjaci. Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini mieli bardzo ładnie utrzymane domy. Tam, gdzie żyły rodziny z Kazachstanu, Kirgistanu czy Uzbekistanu było gorzej. W oknach wisiały szmaty, ściany były wytapetowane gazetami, a za wieszaki służyły zagięte gwoździe. Całość uzupełniały zbite z desek łóżka i dykta zamiast stołu. Kolejnego dzieła spustoszenia dokonali okoliczni mieszkańcy. Po wyjściu Rosjan, przez niespełna rok stacjonowało tu polskie wojsko. Było tutaj około 400 naszych żołnierzy, ale nie upilnowali wszystkiego. Mówiono, że za flaszkę można było wejść i zabrać wszystko.

Za czasów radzieckich w pobliżu jeziora Pile była dzielnica oficerska, do której szeregowy żołnierz nie miał wstępu. Pierwszy budynek od strony jeziora to willa Ewy Braun, następny Rommla. Teraz są to prywatne domy. Zachowały się w idealnym stanie, czego nie można powiedzieć o rezydencji Guderiana, którą za radzieckich czasów strawił pożar. W opłakanym stanie jest też położony nad samym jeziorem Dom Oficera – niegdyś chluba garnizonu. Wybudowano go w latach trzydziestych. Bawił się tu Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Potem bywał Breżniew i generał Jaruzelski. Dzisiaj budynek w kształcie podkowy straszy spalonym dachem, odrapanymi ścianami, powybijanymi oknami, rozkradzionymi instalacjami i gruzem na podłogach. Wiele innych domów na obrzeżach miasta wygląda podobnie.

W Bornem mieszka do dzisiaj kilka osób, przebywających tu w czasach radzieckich. Najbardziej znany jest właściciel sklepu i restauracji „Sasza Caffe” Aleksander Piven, Ukrainiec z Zagłębia Donieckiego. Kiedyś był cywilnym garnizonowym fotografem, teraz ponownie ułożył tutaj sobie życie. Sasza dobrze pamięta czasy świetności Domu Oficera, bo prowadził tam swoją pracownię. Jak mówi, to było wyjątkowe miejsce, a teraz żal na to patrzeć. Mieszkał w radzieckim garnizonie od 1986 roku. Wyjechał do siebie na Ukrainę rok przed jednostką, bo skończył mu się kontrakt. Wrócił do Bornego po pięciu latach, ale nie w to samo miejsce, bo jego mieszkanie już było zajęte. Swoją restauracje i sklep prowadzi w dawnej stołówce dla oficerów sztabu dywizji. Wszystko na wschodnią modłę. W menu dominują pielmieni, barszcz czerwony i czaj z samowaru. Na sklepowych półkach znajduje się kwas chlebowy, konserwy rybne, tuszonka, ukraińskie sosy i rosyjska wódka. Na plastykowych torbach reklamowych widnieją rosyjskie babuszki. – Żyło nam się tu dostatnio, wspomina Sasza. Zarobki były przeszło dwa razy lepsze niż w Związku Radzieckim. Do tego dawali w pełni umeblowane mieszkanie, a opłaty były symboliczne, więc można było sporo odłożyć.

Okoliczni mieszkańcy też uważają, że żyło im się tu dostatnio. Wkoło bieda, a u nich sklepy były dobrze zaopatrzone, nie brakowało wędlin i słodyczy. Dobrze się z nimi handlowało. Sołdaci traktowali tereny wokół Bornego Sulinowa jak ziemie okupowane, na których wszystko jest zdobyczne. Na tym tle dochodziło do licznych konfliktów między radzieckimi żołnierzami, a polskimi osadnikami. Powodem było oczywiście odbieranie przesiedleńcom dobytku. Istnieją niepotwierdzone informacje, że z tego powodu doszło nawet do zbrojnego starcia między żołnierzami polskiej jednostki stacjonującej w Szczecinku, a wojskiem radzieckim z tutejszego garnizonu. Potyczka miała mieć miejsce w pobliżu wsi Krągi, na granicy „radzieckiej strefy”. Nie istnieją oczywiście żadne dokumenty na ten temat, ponieważ oficjalnie „przyjaźń polsko-radziecka była niezłomna” i na tym idealnym obrazie wzajemnych stosunków nie mogło być żadnej, najdrobniejszej nawet rysy. 

Inną osobą znającą wiele tajemnic tego rejonu jest p. Michalak, który z rodziną nabył tu budynek i urządził w nim swoje muzeum z pozostałościami po dwóch wielkich armiach. Większość rzeczy niemieckich została wykopana w okolicznych lasach. Eksponaty po Rosjanach zebrali w opuszczonych budynkach. Dziś w prywatnym muzeum można oglądać hełmy, broń, dokumenty, zdjęcia, mapy, mundury, liczne odznaczenie i fragmenty uzbrojenia. Muzeum mieści się przy ulicy Orła Białego w poradzieckim parterowym budynku straży pożarnej.        

Wiele emocji budzą opowieści o broni atomowej. Przez całe lata władze PRL i ZSRR utrzymywały, że nie było jej w Polsce. Tymczasem z odtajnionych przez IPN dokumentów operacji „Wisła” wynika, że supertajna umowa pomiędzy polskim, a radzieckim ministrem obrony z 1967 roku zakładała składowanie u nas 178 radzieckich głowic atomowych. Jedną z trzech baz, które miały je przechowywać była Brzeźnica Kolonia, oddalona od Bornego Sulinowa o 30 kilometrów. W latach 70. wybudowano tam podziemne, świetnie zamaskowane silosy i magazyny oraz infrastrukturę dla obsługi bazy rakietowej. Kiedyś teren był pilnie strzeżony przez uzbrojonych żołnierzy i otoczony płotem pod wysokim napięciem. Dziś jest ogólnie dostępny, nic więc dziwnego, że złodzieje ukradli nawet 6 metrowe pancerne drzwi do silosów, ważące 4 tony.

Inną, wielką tajemnicą miasteczka jest podwodny las. Podobno część brzegu jeziora Pile uległa zatopieniu. Uważa się, że wysadzili go Niemcy lub Rosjanie”.

 

Borne Sulinowo jest jednym z najmłodszych miast w Polsce, „cudownie objawionym”. To wyjątkowe miejsce, z niezwykłą historią, wciąż spowite jest aurą tajemniczości. Zapraszam na krótką, fotograficzną przechadzkę.

Borne 01Główna ulica – Aleja NiepodległościBorne 02Urząd Miejski – dawna siedziba dowództwa garnizonu Gross Born, w okresie stacjonowania wojsk niemieckich i sztabu garnizonu Borne Sulinowo, w okresie pobytu wojsk radzieckich.Borne 03

Borne 04

Borne 05

Borne 06

Borne 08Siedziba Nadleśnictwa Borne Sulinowo

Borne 09Willa DiamentBorne 10Odrestaurowane budynki mieszkalneBorne 11Ul. Lipowa, najstarsza w Bornem SulinowieBorne 12Klasztor KarmelitanekBorne 13Kościół katolicki mieszczący się w dawnym budynku żołnierskiego kinaBorne 14Główne wejście do kościołaBorne 15Zawieszone wewnątrz kościoła żyrandole pochodzą z Domu Oficera, który spłonął w 2010 roku.Borne 16Jezioro Pile (pow. 9,8 km2), największe z 57 akwenów gminy Borne SulinowoBorne 17Restauracja „Marina”Borne 18

Borne 19

Borne 20Ul. Orła BiałegoBorne 21

Borne 22

Borne 23Poniemieckie i poradzieckie obiekty są sukcesywnie remontowane i odbudowywaneBorne 24

Borne 25 Borne 26

Borne 27Dawny areszt garnizonowy wojsk niemieckich, a później radzieckichBorne 28

Borne 29Ruiny reprezentacyjnej willi gen. Heinza Guderiana, w której spotykali się wysocy rangą oficerowie i goście garnizonu niemieckiego. Obiekt spłonął w 1991 roku.Borne 30

Borne 31Dom Oficera. Mieściło się w nim kasyno i restauracja dla oficerów Wehrmachtu oraz (w okresie radzieckim) m.in. sala koncertowa dla około tysiąca osób. Obiekt spłonął 1 lutego 2010 roku.Borne 32

Borne 33

Borne 34

Borne 35

Borne 36Fragmenty linii niemieckich fortyfikacji granicznych Pozycji Pomorskiej (Die Pommernstellung) zwanej Wałem Pomorskim

Borne 37

Borne 38

Borne 39

Borne 40Forteczny jaz piętrzący zbudowany w latach 1935-36 na rzece Pilawie. Obiekt związany z historią walki Wojska Polskiego i Armii Czerwonej o przełamanie Wału Pomorskiego w 1945 roku.Borne 41W gminie Borne Sulinowo bardzo atrakcyjne są piesze, kajakowe i rowerowe szlaki turystyczne: Krainą Małych Jezior, Krainą Odwróconego Krzyża oraz nad jezioro Ciemino.Borne 42

Pomiędzy Bornem Sulinowem, a miejscowością Kłomino (Gródek) przebiega malowniczy szlak rowerowy  (przez teren poradzieckiego poligonu). Znajdują się tam największe w Polsce wrzosowiska (Wrzosowiska Kłomińskie). Długość całej trasy rowerowej liczy 35 km. Jedzie się nią także przez Zalewy Nadarzyckie i dolinę Piławy.

Borne 43 Borne 44

Jednym z głównych celów mojej kolejnej podróży kamperem z rowerem były oczywiście wrzosowiska, a konkretniej rzecz ujmując, wizyta u miejscowych właścicieli pasiek i zakup wrzosowego miodu. Niestety nawet go nie posmakowałem. Dlaczego? Z powodu tegorocznej suszy wrzosy nie dostarczyły pszczółkom nektaru. „Miodu wrzosowego w tym roku nie ma i nie będzie”, zapewnili mnie, z żalem w głosie, miejscowi pszczelarze. A więc do zobaczenia za rok.

Piotr Cackowski (fot. pc)

 

 

 

 

 

 

 


Dodaj komentarz