Jeden okręt może unicestwić życie na ziemi

W 2000 roku na Morzu Barentsa zatonął jeden z najnowocześniejszych rosyjskich okrętów podwodnych „Kursk”. Zginęła wówczas cała 118 osobowa załoga. Trzy lata później, na tym samym akwenie, poszedł na dno okręt K-159. Życie straciło dziesięciu marynarzy. Kolejny pożar wybuchł na przestarzałym okręcie K-414 „Święty Danił Moskiewski”, w pobliżu morskiej granicy Rosji z Finlandią.

Zdaniem ekspertów następne wypadki i katastrofy są tylko kwestią czasu. Dlaczego? Bo Rosjanie nie mają pieniędzy na utrzymywanie mocno już wyeksploatowanej floty. K-414 zwodowany został 23 lat temu. Stara jest większość okrętów Floty Północnej i Floty Pacyfiku. Pożary i niekontrolowane eksplozje zdarzają się także na okrętach amerykańskich. Czy jądrowe potęgi zdają sobie sprawę z odpowiedzialności jaką ponoszą wobec ludności świata?

podwodniak 1

Od ponad czterdziestu lat stalowe lub tytanowe olbrzymy przemierzają morza i oceany na głębokości 30-40 metrów, płynąc z prędkością kilku węzłów. Wynurzają się co 50-70 dni. Amerykańska flota podwodna przenosi około 50 proc. nuklearnego arsenału Stanów Zjednoczonych, natomiast rosyjska – jedną czwartą głowic jądrowych, znajdujących się na terytorium Rosji. Ponieważ najskuteczniejsza metoda odstraszania nuklearnego polega na patrolowaniu mórz, w latach osiemdziesiątych Amerykanie rozmieścili w głębi oceanów system kontrolny, składający się z urządzeń stacjonarnych i okrętów podwodnych typu OHIO. Jednostki te, o długości 170 metrów i szerokości 12,8 m, posiadają wyporność 18 700 ton. Dzięki atomowym reaktorom o mocy 60 000 KM, mogą pływać pod wodą z prędkością 25 węzłów. Maksymalna głębokość zanurzenia OHIO dochodzi do trzystu metrów. Załoga liczy 170 marynarzy, w tym 16 oficerów. Od 1990 roku jeden taki okręt wyposażony jest w 24 rakiety balistyczne TRIDENT II, z których każda może przenieść od 9 do 14 głowic jądrowych o łącznej mocy 475 kiloton. Średnio 18 amerykańskich okrętów podwodnych, uzbrojonych w 368 rakiet (6624 ładunki nuklearne) wykonuje patrolowanie operacyjne 14 milionów kilometrów kwadratowych mórz i oceanów. Przeciwwagą dla tej siły są rosyjskie jednostki atomowe TYFON o długości 170 metrów, szerokości 25 m i wyporności 25 000 ton. Taki okręt, osiągający pod wodą prędkość do trzydziestu węzłów, wyposażony jest w dwadzieścia rakiet SSN 20, z których każda posiada dziesięć głowic jądrowych. Rakiety TYFONA trafiają precyzyjnie w cele oddalone o ponad 9000 kilometrów. Nawet najmniejsza kolizja atomowego okrętu grozi trudną do oszacowania w skutkach katastrofą. M.in. wg Żilcowa (1995), w czasie trzydziestu lat, tylko w radzieckiej Flocie Północnej wydarzyły się na pokładach okrętów podwodnych aż 144 poważne wypadki techniczne i katastrofy. Kilka z nich (zatonięcie K-8 w 1970 roku w Zatoce Biskajskiej, K-219 w 1986 r. w pobliżu Bermudów oraz K-278 na Morzu Norweskim) miało identyczny przebieg:

– pożar pod wodą w drodze powrotnej z misji zwiadowczej,

– wynurzenie okrętu i walka z pożarem,

– utrata łączności ze światem,

– przeciek wody do kadłuba i zatonięcie okrętu.

W tej samej flocie miały również miejsce trzy wypadki związane z niekontrolowanym włączeniem się reaktorów na pokładach jednostek K-140, K-222 i K-11. Wszystkie spowodowane były złą organizacją pracy. 10 kwietnia 1963 roku (200 Mm od Cape Cod, na pozycji 41 stopni 43 minuty Nord i 64 stopnie 57 minut West) zatonął okręt podwodny marynarki Stanów Zjednoczonych TRESHER. Z oficjalnego  komunikatu (opublikowanego dopiero po kilku latach) wynikało, że katastrofę spowodowały usterki techniczne. Bardziej interesujące były hipotezy oceanografów. W myśl pierwszej, TRESHER mógł zostać porwany w głębię przez fale pionowe, tworzące się pomiędzy zimnymi wodami opływającymi Nową Szkocję i ciepłymi, niesionymi przez prąd zatokowy zwłaszcza, że w chwili tragedii okręt zbliżał się do krytycznej dla siebie głębokości 360 metrów. Autorzy drugiej hipotezy powołują się na występujące w tym rejonie soczewki ciepłej wody o ciężarze znacznie niższym od wody morskiej. Okręt, wpadając w taką soczewkę, stałby się o ponad sto ton cięższy i mógłby gwałtownie pójść na dno, a masy wody o ogromnym ciśnieniu rozerwałyby go na kawałki.

Blisko półtora roku po tej katastrofie batyskaf TRIESTE (ówczesny rekordzista w głębokości zanurzania się – 10 912 m) wydobył szczątki rozerwanego okrętu (z głębokości 2500 m). Jednak zasadniczej części korpusu TRESHERA oraz reaktora nie odnaleziono. W maju 1968 roku, 450 Mm na południowy zachód od Azorów, zaginęła druga jednostka USA, SCORPION. W ostatnim meldunku dowódca informował o zboczeniu z kursu o 27 mil. Później przyjęto hipotezę, iż prawdopodobnie okręt przekroczył dopuszczalną głębokość. Od tamtego czasu nie zatonęła już żadna amerykańska jednostka atomowa, ale awarie były i zdarzają się nadal. M.in. zbyt głęboko zszedł GREEN LING, jednak zdołał się wynurzyć. Inny okręt George WASHINGTON, płynąc pod wodą (na głębokości peryskopowej) staranował kadłub japońskiego statku towarowego NISSIO-MARU, który wkrótce po tej kolizji zatonął. 11 kwietnia 1968 roku systemy hydrolokacji Stanów Zjednoczonych zarejestrowały wybuch pod wodą w pobliżu wyspy Guam. W tym dniu zatonął na Pacyfiku, 750 Mm na zachód od wyspy Oahu na Hawajach (na głębokości 5000 m), radziecki okręt K-129 GOLF II, uzbrojony w pięć wyrzutni rakiet jednogłowicowych SS-N-5. Ponieważ wielka akcja poszukiwawcza (z udziałem kilkudziesięciu jednostek wojennych i handlowych oraz śmigłowców) zakończyła się niepowodzeniem, Rosjanie utajnili zniknięcie swojego okrętu. Nie wiedzieli jednak, że miejsce katastrofy sfotografował satelita USA, dzięki czemu określono jej współrzędne (40 stopni N i 180 stopni E). Dwa miesiące później specjalistyczne jednostki floty amerykańskiej oraz CIA, wydobyły i przejęły radziecki okręt wyposażony w najnowsze, ściśle strzeżone rakiety. 3 października 1986 roku wybuchł pożar na K-219 YANKEE. Ten najnowocześniejszy wówczas radziecki okręt podwodny, napędzany dwureaktorową siłownią, uzbrojony był w szesnaście dwugłowicowych rakiet balistycznych. Mimo ofiarności załogi, która kosztem życia próbowała zmniejszyć skutki katastrofy (ręcznie obniżając moc reaktorów), K-219 zatonął na głębokości 5000 metrów, tysiąc kilometrów na północny wschód od Bermudów. W 1983 roku pojawił się prototypowy okręt podwodny klasy MIKEA, K-278 KOMSOMOLEC. Nowatorskim rozwiązaniem konstrukcyjnym był w nim tytanowy kadłub umożliwiający zanurzenie na głębokość do tysiąca metrów (ówczesny rekord w Księdze Guinessa). Okręt napędzany dwoma reaktorami chłodzonymi płynnym metalem, wyposażono w rakiety i torpedy z ładunkami nuklearnymi. 7 kwietnia 1989 roku w jednym z jego przedziałów wybuchł pożar. KOMSOMOLEC, mający tysiąc metrów wody pod kilem i około 150 ponad kioskiem, tkwił nieruchomo w głębinie, na międzynarodowych wodach Morza Norweskiego, 180 Mm od Wyspy Niedżwiedziej i 490 od wybrzeży Norwegii. W tamtych czasach kapitan nie mógł nadać sygnału SOS na częstotliwościach międzynarodowych, nie mógł również wezwać na pomoc ratowników norweskich, mimo że przedziały rufowe płonęły. Marynarze gołymi rękami rozłączali instalacje, aby izolować ogniska ognia. Topiła się gruba, kauczukowa powłoka. Stężenie trujących związków wewnątrz jednostki było śmiertelne. Po kilku eksplozjach okręt zatonął. Tratwy ratunkowe (również te zrzucone z samolotu IŁ 38) nie otworzyły się. Zginęła cała 69 osobowa załoga Komsomolca. Katastrofa wydarzyła się w rejonie bogatym w ryby oraz na osi prądów wodnych. Badania radiochemiczne potwierdziły wydobywanie się niewielkiej ilości cezu 137 z reaktora okrętu oraz stosunkowo dobry stan rakiet i torped z ładunkami plutonu 239. Jego wyciek spowodowałby skażenie łowisk na co najmniej 600-700 lat, a zatrute wody dotarłyby do wybrzeży Norwegii, Islandii i Rosji. Wcześniejsze próby zabezpieczenia na dnie oceanu korodujących torped zakończyły się niepowodzeniem. W 1995 roku przykryto wrak KOMSOMOLCA ołowianym pancerzem.

Trudno jest zrozumieć, dlaczego rosyjskie okręty podwodne wożą ze sobą całą amunicję (w tym także głowice jądrowe) podczas wykonywania zwykłych ćwiczeń na morzu. Np. kiedy  w październiku 1991 roku, na jednym z TYFON-ów wybuchła rakieta balistyczna, na pokładzie znajdowało się aż 120 głowic jądrowych i dwureaktorowa jednostka napędowa. Jak długo jeszcze natura i ludzkość tolerować będą okręty podwodne pozostawiające w morzach i oceanach radioaktywne odpady? Moc bojowa atomowego okrętu podwodnego wystarczy, aby jedna jego salwa unicestwiła życie na ziemi.

Piotr Cackowski

 

Zawarte w tej publikacji informacje autor artykułu uzyskał od prof. zw. dr hab. Krzysztofa Korzeniewskiego z Uniwersytetu Gdańskiego.


Dodaj komentarz